Start | Video new! | Newsy |  Testy CarAudio |  Tuning |  MotoSport |  Akcesoria |  Tapety |  Galeria |  Fotoreportaż | Aplikacje JAVA |
 Valentino twist


W ściganiu się na motocyklach osiągnął już wszystko. Uwielbiają go widzowie, rywale nie dorastają mu do pięt. Mimo że ma dopiero 27 lat, śmiało można go nazwać żywą legendą. Oto Valentino Rossi we własnej osobie.
Przyszedł na świat 16 lutego 1979 r. w miasteczku Urbino jako syn Graziana, motocyklisty startującego w zawodach Grand Prix. Jako że płynęła w nim krew wyścigowca, szybko zainteresował się sportem motorowym. Zaczynał jak większość młodych adeptów ścigania – od gokartów. Od najmłodszych lat zapowiadał się na znakomitego kierowcę. Już jako jedenastolatek błysnął talentem podczas regionalnych mistrzostw kartingowych, wygrywając swój pierwszy wyścig w karierze. Nastoletni geniusz wahał się, czy kontynuować swoją przygodę ze sportem samochodowym, czy pójść w ślady ojca i przesiąść się na motocykl. Ostatecznie zadecydował, że ciekawszą perspektywą wydaje się rywalizacja na dwóch kółkach. Jak pokazała przyszłość, był to stuprocentowo trafny wybór.
Już gwiazd kraina go dobrze zna
W 1993 r. zadebiutował w krajowej serii Championship Italiano Sport Producion 125cc za sterami Cagivy. W pierwszym sezonie zapłacił frycowe i nie walczył o najwyższe laury, jednak już rok później nie miał sobie równych. Wyśmienita postawa zaowocowała przeprowadzką do zespołu Aprilii, w barwach którego po raz drugi z rzędu wygrał klasyfikację mistrzostw. Uznano, że jest już gotów, by spróbować swoich sił w światowym czempionacie – następny sezon spędził już w GP125. Pokazał się z bardzo dobrej strony, jak na nowicjusza w zawodach tej rangi – w końcowej tabeli wyników jego nazwisko znalazło się na 9. miejscu. Siedemnastoletni Rossi poznał również smak zwycięstwa w Grand Prix, pokonując konkurentów podczas GP Czech.
Z prawdziwą eksplozją talentu Valentina mieliśmy do czynienia w roku 1997 – osiągnięcie pełnoletności zbiegło się z pierwszym w karierze tytułem mistrza świata. Rossi wygrał 11 z 15 wyścigów, tylko dwa razy nie stając na podium. Szefowie Aprilii cieszyli się tak, jakby trafili na żyłę złota. Z miejsca oddelegowali swój diamencik do szlifowania w klasie 250 cm³. W siodle motocykla o dwukrotnie większej pojemności chłopak z Urbino spędził dwa sezony, zwieńczone odpowiednio drugim i pierwszym miejscem w klasyfikacji generalnej. Po tych sukcesach już nikt w wyścigowym światku nie miał wątpliwości, że jest świadkiem narodzin gwiazdy.
Na talencie Rossiego poznał się również Michael Doohan. Pięciokrotny mistrz GP500 wycofał się z czynnego uprawiania sportu w 1998 r., jednak jego zdanie wciąż liczyło się w zespole Repsol Hondy. Przed sezonem 2000 Australijczyk optował za kandydaturą Valentina do japońskiego teamu. Ponadprzeciętnie uzdolniony Włoch skorzystał z zaproszenia, a nowemu pracodawcy odwdzięczył się wicemistrzostwem świata, wywalczonym w pierwszym sezonie w królewskiej klasie. Wraz z mechanikiem Jeremym Burgessem stworzył piorunującą mieszankę, wyciskając niemal maksymalne osiągi z Hondy RC 211 V. Rok później, w ostatnim sezonie rozgrywania GP500, zapewnił sobie trzeci w karierze tytuł mistrzowski, dystansując rywali, ze szczególnym uwzględnieniem Maxa Biaggiego.
Odwieczny wróg
O Biaggim, drugim z wielkich włoskich motocyklistów, wyrażał się chłodno. W jednym z wywiadów otwarcie przyznał: Nigdy go nie lubiłem. Nawet gdy oglądałem go w telewizji, jak byłem mały, nie czułem do niego sympatii. To dobry motocyklista, ale nie człowiek. Włoska prasa pasjonowała się nie tylko sportowym aspektem ich rywalizacji. Zdarzało się bowiem, że dochodziło między nimi do ostrych spięć, nie tylko podczas wyścigów. Do najbardziej pamiętnych należy incydent z GP Japonii 2001, kiedy sfrustrowany Biaggi próbował wypchnąć Rossiego z toru. Innym razem to Valentinowi puściły nerwy – po eliminacji GP500 w Katalonii mocno uderzył Maxa w twarz. Komentując wyścig na torze Motegi w 2000 r., w którym wyprzedził Biaggiego na ostatnim okrążeniu, powiedział: to było jak najlepszy orgazm!
Reszta kariery Rossiego może przypominać kibicom film Dzień świstaka – lata biegły, zmieniali się kierowcy i motocykle, nowa klasa MotoGP zastąpiła GP500, a mimo to wciąż na najwyższym stopniu podium powtarzało się jedno i to samo nazwisko. Valentino w cuglach wygrał dla Hondy tytuły mistrzowskie w latach 2002-2003.
Trzeba uczciwie przyznać, że Biaggi miał po prostu pecha – w każdej innej dekadzie prędzej czy później zostałby zapewne mistrzem świata, jednak najpierw musiał oglądać plecy Michaela Doohana, a potem cierpiał, finiszując za Rossim. Niczym Adaś Miauczyński, bohater filmu Marka Koterskiego Nic śmiesznego, Max popadł w kompleks „wiecznie drugiego”. Nie pomogła mu nawet przesiadka na Hondę w sezonie 2004 – wówczas Valentino dosiadał już Yamahy i wciąż był bezkonkurencyjny, udowadniając światu, że talent motocyklisty jest wart więcej, niż wysiłki najlepszych konstruktorów. Mit o niepokonanej Hondzie można było zatem włożyć między bajki, a klapki na oczach musiały otworzyć się nawet najbardziej zatwardziałym niedowiarkom. Znakomity niegdyś motocyklista Randy Mamola nie minął się z prawdą, mówiąc że Valentino łamie ducha pozostałych zawodników już podczas treningów i kwalifikacji.
Poza torem
W ubiegłym roku Magazyn „Forbes” umieścił Valentina na 63. miejscu w rankingu najbardziej wpływowych ludzi świata, Włoski motocyklista znalazł się na liście wyżej, niż aktorka Cameron Diaz, piłkarz Ronaldo, czy były burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani. Mimo że Rossi jest niekwestionowanym królem MotoGP, daleko mu do jednak do gwiazdorskich manier. Sympatię kibiców zdobywa nienachalnym stylem bycia – wiecznie uśmiechnięty, wyluzowany, pełny życia. Po wygranym wyścigu cieszy się jak dziecko, widać, że jazda sprawia mu ogromną frajdę. W dodatku jest zabójczo bezpośredni, czasami nawet niepoprawny politycznie. W chwili szczerości wyznał kiedyś: Nie mogę zniechęcać młodych ludzi do jazdy na jednym kole – to byłaby hipokryzja.
Rossi posługuje się trzema pseudonimami. Pierwszy – Rossifumi – pochodzi od japońskiego motocyklisty, Norifumiego Abe. Drugi z nich – Valentinik – ma rodowód kreskówkowy i związany jest z superbohaterem, w którego zmieniał się Kaczor Donald. Obecnie najczęściej używa ksywki „Doktor” – jest ona wydrukowana nawet na zbiorniku paliwa Yamahy YZF-M1, którą wystartuje w sezonie 2006. W dodatku jest bardzo przesądny - przed każdym wyścigiem kuca przed motocyklem, by w sobie tylko znany sposób przepędzić pecha. Ogromną wagę przywiązuje również do numeru startowego 46, z którym jeździł również jego ojciec. Na brzuchu wytatuował sobie nawet... żółwia z numerem 46.
Zawodnik zespołu WCM, Brytyjczyk Jeremy McWilliams, stwierdził, że Valentino to najlepsza rzecz, jaka przytrafiła się serii MotoGP. Nie mylił się – dzięki Rossiemu motocyklowe mistrzostwa świata zyskały rzesze fanów. Właściwie można się tylko martwić, że jego dominacja zabija dramaturgię, ale i ten problem da się rozwiązać. Być może w niedługim czasie Rossi na stałe zagości w Formule 1, z którą do czasu do czasu romansuje, testując bolidy Ferrari. Ale to już zupełnie inna historia...
Autor: Michał Szkodziński
  CIEKAWOSTKI Z INNYCH STRON 
Ladowanie ...
  INFORMACJE 

pod Patronatem:

Latający Fin, czyli historia Lancera Evolution
Auto o nazwie Mitsubishi Lancer pojawiło się po raz pierwszy na rynku w roku 1973. Znakomite własności jezdne, dynamiczne silniki i niezawodność ...»»
Ponad 80 tysięcy ludzi na ING Renault F1 Roadshow, kolejne zdjęcia z imprezy
W niedzielę, 3 czerwca, ponad 80 tysięcy ludzi z zapartym tchem podziwiało bolid Formuły 1, którym Heikki Kovalainen przemknął ulicami miasta. Uczest...»»
Armin Schwarz i szalona jazda 700 konnym buggy przez pustynne bezdroża
Od 10 do 16 listopada odbędzie się kolejna edycja szalonego maratonu „Baja 1000”. Ten wyścig to 1400 mil szalonej jazdy przez pustynne be...»»
Nowy członek BMW ORACLE Racing Team
Podczas aukcji internetowej przeprowadzonej przez BMW w Woodcliff Lake w stanie Nowy Jork, miłośnik żeglarstwa zapłacił ponad sto tysięcy dolarów za ...»»


 

 (c) Motoflesz.pl  web stats stat24.com | Polityka Prywatności | Polecamy | Reklama | Dołącz do nas PageRank